Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 26 listopada 2015

~1~

,,Często zastanawiałam się potem jak będzie wyglądało moje życie. Jeszcze kilka miesięcy temu nie mogłam sobie wyobrazić nawet takiego funkcjonowania, kiedy to najprostsze rzeczy sprawiają mi niesamowitą trudność. Boję się. Całkiem innych perspektyw, szans, możliwości, jestem w pewnym sensie uziemiona i nawet myśli nie pozwalają mi odlecieć gdzieś poza. Wraz ze mną cierpią ludzie, którymi się otaczam, a z każdym dniem jest ich coraz mniej. Znikają, a ja nawet nie wiem w którym momencie popełniam błąd, co ze mną jest nie tak. Nie mam pojęcia. Może problem tkwi we mnie, bo nie jestem w stanie na chwilę stanąć ,,obok" i spojrzeć na siebie jak na kogoś innego, ale ciężko mi jest się z tym pogodzić, przyjąć to do siebie, utożsamić się z tym i zaprzyjaźnić."
- Wyjdziemy po trzeciej Livv, żeby zająć w miarę odpowiednie miejsca - uświadomiła mnie mama, kiedy zrzucała z siebie beżowy płaszcz. Kiwnęłam głową, potwierdzając i znowu zatopiłam wzrok w mojej ulubionej gazecie.
- Co dzisiaj robiłaś? - zapytała mnie, z troską w głosie. Spojrzałam na nią z politowaniem i zacisnęłam mocniej wargi.
- A co ja mogłam robić? - spytałam, jakby to było całkiem oczywiste. Zbliżyłam się do niej i wtuliłam w jej drobne ciało.
- No tak. Skarbie, ja idę się umyć i możemy wychodzić - zmieniła temat, uciekając ode mnie wzrokiem. Westchnęłam głośno. To właśnie dziś miał być ten dzień, na który tak długo czekałam. Od listopada siedziałam i liczyłam dni. Wiedziałam, że będzie to coś wspaniałego, a zarazem niezapomnianego, cieszyłam się. Teraz podchodziłam do tego zupełnie inaczej, z większym dystansem i opanowaniem, bo zrozumiałam wiele przez ten czas, przez rzeczy jakie mnie spotkały. Jeszcze w listopadzie mogłabym przysiąc, że będzie to jeden z najważniejszych dni w moim życiu. Połączyłabym w jednym miejscu swoje dwie pasje- fotografię i skoki narciarskie, w dodatku zobaczyłabym tyle osób, o których do tej pory mogłam tylko myśleć. W tym momencie siedziałam troszkę zduszona w rutynie i melancholii, nie wiedziałam czy bać się, śmiać, czy płakać. Powiedziałabym, że dorosłam, ale to raptem kilka miesięcy, a wpływ na mnie miało zupełnie co innego.
Spojrzałam dynamicznie na zegarek, po czym wróciłam do czytania gazety. Byłam gotowa, więc ja nie musiałam się martwić przygotowaniami, a jedyne co mnie przytrzymywało to mama. Przewróciłam nie do końca świadomie oczami i podjechałam do drzwi od łazienki.
- Mamo, długo jeszcze? - spytałam bez jakichkolwiek uczuć w głosie.
- Już wychodzę. Możesz ubierać kurtkę i buty, poczekaj na mnie przed drzwiami - odparła, przebijając się przez dźwięk suszarki. ,,Cholera" - mruknęłam pod nosem i podjechałam do drzwi. Kiedyś nie pomyślałabym, że ubieranie butów, czy kurtki może być tak męczące i czasochłonne, ale nie miałam wyboru, musiałam się do tego przyzwyczaić i uporać z tym. Podparłam się na drewnianym parapecie i dopięłam zamek w drugim bucie, przy okazji poprawiając kurtkę. Zerknęłam na termometr, ale nie wskazywał on specjalnie niskiej temperatury, więc nie miałam zamiaru ubierać czapki, czy rękawiczek. Usiadłam z powrotem i liczyłam w głowie czas, w jakim pojawi się obok mnie mama.
- Wzięłaś bilety ze stołu? - usłyszałam jej głos, który dobiegał zza moich pleców. Pokiwałam głową, upewniając się czy na pewno mam je w kieszeni i przekręciłam klucz w drzwiach.
- Wezmę jeszcze coś do picia i możemy wychodzić - dodała, biegając nerwowo po kuchni.
- Mamo, możesz się pospieszyć? - spytałam, uświadamiając ją, że już jest stosunkowo późno.
- Tak, mogę - odparła, po czym znalazła się obok mnie. Pokiwałam zmęczona głową i zaśmiałam się pod nosem. Pogoda była niesamowita. Nad miastem nie było widać ani jednej chmury, a słońce śmiało rozkładało promienie na niebie. Oslo było piękne, zwłaszcza o tej porze roku. Śnieg zasłaniał każdy milimetr, przez co miejsce wydawało się jeszcze wspanialsze. Delikatny chłód przeszył moje dłonie, ale szybko się przyzwyczaiłam.Wstałam powoli z wózka, a mama pomogła mi wsiąść do samochodu. Teraz, kiedy miałam gdzieś jechać, bałam się. Nie wiem czy to kwestia czasu, czy strachu, bo w końcu to był przypadek, nie spowodowany czyjąś chęcią i złymi intencjami. Próbowałam się coraz bardziej do tego przyzwyczajać i uodparniać, ale szło mi to mozolnie i niezwykle trudno. Całe szczęście do skoczni miałyśmy niecałe dziesięć minut, a to mnie znacznie pocieszało.
- Jesteś szczęśliwa, Livv? - spytała mnie mama, uważnie spoglądając na ulicę.
- Tak mamo, nawet nie wiesz jak bardzo - odparłam, patrząc przez oszronioną szybę.
- Nie widać - kontynuowała, głośno wzdychając.
- Uwierz mi na słowo, że jestem - zakończyłam, podpierając dłonią głowę. Przyglądałam się temu co jest obok ulicy i wywarło na mnie to niesamowite wrażenie. Stwierdziłam, że nigdy nie wpatrywałam się tak szczegółowo w tą okolicę, a przecież to wszystko było tak blisko mnie. Poprawiłam pokrowiec z aparatem, który wisiał na mojej szyi i zamknęłam na moment oczy, czekając na moment, w którym podjedziemy na skocznię.

***
Podjechałam zaraz pod barierki i wyciągnęłam z pokrowca aparat. Za chwilę miały się zacząć zawody, szczęśliwa mama stanęła za mną i mnie przytuliła. Wiedziałam, że ona jest równie wielką fanką jak ja i nie jest tu z przymusu. Zawsze fascynował mnie ten sport. Próbowałam sobie uświadomić jak oni to robią z tak wielką precyzją, dokładnością, starannością i odwagą, bo przecież wystarczy niewielki błąd, niedociągnięcie, by mogło się to skończyć tragicznie. Spoglądałam z niedowierzaniem na każdego zawodnika, na to jak idealnie układał się w locie. Na samym początku skakali ci teoretycznie słabsi, ale nie ukrywam, że ich tych oglądałam z niezwykłym zaciekawieniem, przy okazji robiąc zdjęcia. Byłyśmy w miejscu, w którym stali ludzie, którzy mieli akredytacje, więc wszystko oglądało nam się znacznie przyjemniej i łatwiej, a przy okazji mogłyśmy podziwiać sportowców, którzy poruszali się między nami. Obróciłam się za siebie i na chwilę zatopiłam wzrok w Norwegach, którzy właśnie robili rozgrzewkę. Był wśród nich Gangnes, Andre- Tande, Fannemel. Ich numery startowe wskazywały na to, że skaczą pod sam koniec, więc jeszcze mieli dużo czasu, by przebrać się w kombinezon i wyjechać na górę skoczni. Podjechałam na moment bliżej nich, dopięłam kurtkę, przez którą wlatywało zimne powietrze i przyłożyłam do twarzy aparat, usiłując zrobić jak najciekawsze zdjęcia. Nie skupiłam się na nich, ale na tym co robią i na odpowiednich ujęciach, przez co nie zauważyłam jak kątem oka spoglądają na mnie.
- Livv, choć, bo zaczynają się dalekie skoki - zawołała mnie mama, wymachując dłońmi.
- Dobrze - odparłam, po czym szybko znalazłam się obok niej. Moja mama wykrzykiwała głośniej ode mnie, ale wspaniale było ją zobaczyć tak szczęśliwą. Od śmierci ojca stała się bardziej skryta w sobie i wiecznie zamyślona. Czasami miałam wrażenie, że nikt nie potrafił do niej dotrzeć. Ani ja, ani ciocia, nikt. Wydawało się, że jest w swoim własnym świecie, do którego nikt nie ma wstępu, nie potrafiłam jej rozgryźć, ani zrozumieć, ale próbowałam się z nią ,,złączyć", starałam się to wszystko zmienić. Zdaje mi się, że zaczęło mi się to udawać od dzisiaj. W tamtym momencie była zupełnie odmieniona, inna, pozytywna i czerpiąca radość z tego gdzie jest, co robi. Spoglądałam co jakiś czas na nią z uśmiechem. Widziałam, że wciągnęły ją te zawody równie mocno jak mnie.
- Dobrze im idzie, co Livv? - spytała mnie, uśmiechając się szczerze.
- Nawet bardzo, widzisz, mówili że są dobrze przygotowani na sezon i wcale się nie mylili - uzupełniłam, przeglądając dotychczas zrobione zdjęcia.
- Masz coś fajnego? - zapytała mnie, zerkając na ekran.
- Nawet dużo - odpowiedziałam, pokazując jej przykładowe zdjęcia. Obydwie byłyśmy szczęśliwe i podekscytowane. Trzymałam mocno kciuki, kiedy skakali moi ulubieni zawodnicy. Jednym z nich był Tande, który właśnie siedział na belce startowej. Zacisnęłam mocno jedną dłoń, a drugą trzymałam aparat. Wstrzymałam oddech, chciałam by wyszły mi jak najlepsze zdjęcia. Skoczył 132,5 m. Był to niewątpliwie jeden z najdalszych skoków. Uniosłam ręce w radości i czekałam, kiedy przejdzie obok nas.
- Chcesz, to mogę ci zrobić z nim zdjęcie, jak tutaj będzie szedł - zaproponowała mama, wyciągając rękę w stronę aparatu.
- Byłabym wdzięczna- odpowiedziałam, puszczając w jej stronę oczko.
- No to się lepiej pospiesz, bo idzie - dodała, odwracając głowę w stronę skoczni. Wzięłam głęboki oddech i zwróciłam się w jego stronę.
- Przepraszam.. - zaczęłam nieśmiało.
- Tak? - odparł niezwykle miło, stawiając obok siebie narty. Wydaje mi się, że domyślał się o co może chodzić, zwłaszcza, że obok mnie stała podekscytowana mama z przygotowanym aparatem.
- Mogłabym sobie zrobić z tobą zdjęcie? - spytałam, prawdziwie się uśmiechając do młodego Norwega.
- Pewnie, odparł, odwzajemniając uśmiech. Przykucnął delikatnie obok mnie i obydwoje czekaliśmy kiedy moja mama zrobi nam zdjęcie. Kiedy w końcu się udało, podziękowałam mu nieśmiało się śmiejąc.
- Nie ma sprawy - odparł, mrużąc oczy. Mój wzrok zatrzymał się na nim do momentu kiedy nie zniknął w drewnianym domku.
- Dzięki mamo - wyszeptałam jej do ucha, biorąc od niej aparat.
- Nie ma sprawy Livv - odpowiedziała, głaszcząc mnie po policzku. Do końca zawodów byłyśmy tak samo mocno zainteresowane. Można powiedzieć, że napięcie rosło wraz z każdym skokiem. Żałowałam, że niedługo zawody się skończą, a ja będę musiała wrócić do szarej rzeczywistości, trudnej i nudnej. Od listopada każdy mój dzień wyglądał tak samo. Nie chodziłam do szkoły, a szczerze mówiąc wolałabym spędzać czas tam, zamiast w pustym domu. Siedziałam całymi dniami na komputerze, albo nad książkami, próbując czymkolwiek zabić nudę i smutne myśli. Było mi ciężko, mogę śmiało powiedzieć, że miałam świadomość, że trudno będzie, ale nie miałam pojęcia, że aż tak. Bardziej od problemu fizycznego, miałam problem z umysłem, psychiką. Najprostsze rzeczy potrafiły mnie pokonać.
Zawody skończyły się chwilę po osiemnastej. Zrobiłam kilka ostatnich zdjęć, po czym wraz z mamą udałyśmy się do samochodu. Dopiero wtedy poczułam jak jest zimno.
- Jak się podobało? - spytała mnie mama, pchając wózek, na którym siedziałam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo, ale tobie chyba też, prawda? - zapytałam, śmiejąc się.
- Tak, zwłaszcza, że widziałam, że ty się cieszysz - dodała, całując mnie delikatnie w policzek. Nie przyznałam się, że miałam w głowie tą samą myśl, tylko uśmiechnęłam się podświadomie pod nosem. Miałam nadzieję, że teraz będzie tylko łatwiej..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz